Posty

Narodziny Zbawiciela

Obraz
graphics CC0 rozporządził Cezar August  głosu zaliż nie oszczędzał by zrobiono spis ludności twierdził Flawiusz – w wszystkich miastach i okręgach podążają jegomoście do miast bliskich by się dać zapisać – w księgach do Judei do Betlejem idzie Józef z Nazaretu w piachu się odciska pięta – a Maryja jest brzemienna ale idą – nie naruszyć śmią dekretu do Betlejem doszli w końcu i pytali tu o nocleg nikt nie przyjął ale ale Tej Rodziny Świętej w domu traktowano zimno wrogo wysyłano – byle dalej w Żłóbku Dziecię Boże śliczne przyszło na świat po kryjomu nie wiedziałby nikt zapewne że nam Mesjasz się narodził gdyby nie sam Anioł Pański który z Nieba wieść – ogłosił usłyszeli ją pasterze co trzymali straż nad trzodą – rzekł tak Anioł do nich nocą: nie lękajcie się pastuszki. was spotyka Radość Wielka tam za miedzą za zakrętem jest Stajenka – nad nią gwiazda świeci piękna z góry prosto miga sobie a tam w Żłóbku wasz Zbawiciel – na was czeka do Anioła dołączyli jeszcze inni Cherubini...

Prawie heksametrem o leniwym natchnieniu

Obraz
graphics CC0 Świadomie grzeszymy lenistwem bo przecież wygoda jest słodka Tu rzekłbym że wszystko co grzeszne przenika od rdzenia – od środka Bywałem pod ślepiem cyklonu spotkałem tam ciszę i fiskus Mieniłem  się barwą orientu odmienną – mahonie z półmisków Spływały po moich ustach – jak madras herbata plus mleko Lecz wolę się byczyć w Mumbaju – i niech mnie mianują – poetą Torpedy z kłębiastych cirrusów serfują pod żaglem błękitów Płynący na wietrze żaglowiec – ty dmuchaj w poezji garnitur Czerwone od rymów masz uszy – powoi kwieciste dywany Rytmiczny heksametr piętrowy językiem marathi – śpiewamy Leniwą emocją wachlarzy różowej powieki zamętem Ździebełkiem słomianej łodyżki – ubranej w Mumbaju zaklęcie Świadectwem błogości jest wolność utkana w cejlońskie szafiry Gdy streszczą więź duszy przeźroczem – melodie jak słów paneg...

Zmiennocharakterny [skumulowany abstrakcyjny epigram autokrytyczny]

Obraz
graphics CC0 in the programming language: →start obudził się, otworzył oczy, senną marą wyczerpany wyrwany z kontekstu, jawą opętany zadżumiony suchością kranu powyrywał nogi z fortepianu czułe słówka – cedził, bułkę przez bibułkę narcyzmem zaraził w zegarze kukułkę laleczka, całuśnik, czterolistna koniczynka, serduszko paluszkiem stuknął w filiżanki uszko znowu wrzeszczy, jego styl jest wulgarny biały język, pod okiem podkowy nagle – stał się taki, ostrożyletkowy… pieni piana, ust kąciki naderwane, żuchwa skowyczy urwał się jak buldog ze smyczy emanuje ciepłem, przytulił do kwiatka urosły mu skrzydła, oczko puścił w rosole… usta milczą, dusza śpiewa – erosik, amorek główkę położył na łonie, zawstydził nagością ujęty, zaskoczony zapachu względnością furiat, wariat, hipokryta! złowieszcza kometa, zboczona orbita? cham bez wstydu, ordynarny konstruktywny łuk triumfalny, adrenalin wzburzycielu jakich w świecie nie ma wielu! zrobił grzecznie siusiu przywarty do sutka – zakosztował ml...

Kot Odo i sople

Obraz
graphics CC0 z imno, choć grudzień nieco pasywny, Odo niczym bajkowy kot przeciąga na śniegu, czarne futro – lśni od feomelaniny. nawis z kontrastu strąconych sopli zagrały jak Jankielowe cymbały gdy grzbietem po nich przeciągnął, upuścił pazurki w śnieg jak drążki z palców wypadły. pod parapetem to koncert – a gra czarny kocur śnieg sypie. wozownię, bociana gniazdo przyprószył, żuraw kłania się studni. ogródek lecz nie u tej panny Zosi szczęka ząbkami z zimna. kot nie „wykrada się z łozy” i nie „prześmiga po łące” w „jarzyny” nie „skacze” czy „sad” – bo nie potrafi – jak w epopei u pana Wieszcza – w księdze XI – i w wierszu: cztery osiem dziewięć. to inna duchowa pora roku. w zamian masz… bożonarodzeniowy śnieżny fluidów kutner – i blask słońca, roztkliwia Muzy nad innym zupełnie folwarkiem, a ślepia tego kota Odo – są szkliste i cierpkie, jak szron – w likierze benedyktyńskim — autor: Tomasz Kucina

Widzieć

Obraz
graphics CC0 przewidujemy –   widnokrąg przez gałek ocznych ścieg szyje wzór na poświacie planety g łębia ostrości z odległych  wodopojów  światła p atrzymy w dal inżynieria dalekich oddziaływań tam gdzieś – twoje marzenia i moje  powinszowane  fantazje m laskasz przez bielmo wywróconych   orbit zaklęty  sztafaż formalizm ludzi i zwierząt nie zakłóca treści – pozostaje ciągle tłem s poglądamy głęboko zmaza  krajobrazu zerkamy przez  ulane   atomy punkty odniesienia pomagają w zachowaniu proporcji i perspektywy t ak  skaża  przestrzeni fascynacja pomaga w rozplanowaniu akcentów głaska  rozmyte kontury z  ziół wianki pikujące jaskółki lewitujące  tasiemki ruchliwych traw lecz – oczy nie widzą co obok używają  obiektywów   szerokokątnych w opisie ostrożnej materii przez którą –  przenikamy -- autor: Tomasz Kucina

Przypowieść o bratankach [wiersz promujący - życzliwie przyjaciół - kamratów]

Obraz
graphics CC0 [wiersz promujący – życzliwie przyjaciół – kamratów]   szalone magiczne życie… pomiędzy na wzgórzach Budy – może w dolinie Pesztu na Moście łańcuchowym czuwają dumne lwy kolejny mały István przestaje być chłopcem co dzień o milimetr wyższym – po przebudzeniu całkiem naturalnie zaczyna być – podróżnikiem w gwarnym Siófok’u podpity wejdzie do Balatonu i pozna pierwszą dziewczynę – w dyskotece w czerwcu fioletowe pola Tihany zapachną magią lawendy od południa… ochrzczone wiatrem znad ciepłego jeziora; potem matura; ślub w barokowym kościółku Stuhlhoffa praca benedyktyńska nad żoną banicja – z Karola IV – biegiem z opactwa królu!; gdy – zajrzy do piwnic Rakoczego… a w życiu zacznie być pod górkę będzie szedł na czworakach pochyłą uliczką w debrzy pastelowych chałupek –Tokaju całe życie – to droga do Salt Hill Thermal Spa w Egerszalok po śliskich wapieniach spływa gorące libido – jak tutejsza woda na starość zsyłka – do Bad Hévíz – za karę w pokoju z minibarem sejfem i ...

Jezioro jaguara [liryczna konskrypcja Majów]

Obraz
graphics CC0 - noce mam w cętki mrok rozcapierza szpony jaguara od luster jeziora z łuną księżyca i słyszę znowu gdy wyimaginowane drzewo palisandru miarowo uderza liściem przez mgłę o horyzonty to drzewo pachnie różą Kukulkana rozkwita z szelestem wiatru wskrzeszając melodię akwenu pomiędzy źdźbłem a źdźbłem zarośli uwiesza się na chwilkę ksylofonowa mała gwiazdka choć pełga ledwo ledwo gwiazdą jest zwierzeń moją własną ślepia mi ćmią na lianie ze szklanego włókna wygrażam kłem sonorystyki w bezpiecznym dalekim kosmosie a kocie struny bitem drgają dosięgam czaru  mitologii obrzędem Majów klątwą Azteków  na brzeg barwnego jeziora wychodzi wtedy żarłoczna żaba udając bóstwo Chactlalok na hieroglifie  Zapoteków w sine przewiewne przestworza jaguar wtapia szklany wzrok membrany kocich uszu maskują pulsar nocy  na rezonacji innych zmysłów kosmos czymś kusi niepojętym darów wotywnych nieba świątynia z niebieskich punktów akwen materii niebo dosięga tu jeziora ćmi ...