Posty

Wyświetlam posty z etykietą podróż

Oczeret Erato

Obraz
graphics CC0 Na styku słowa i aroganckiej fantazji (blason) Ja jestem artystą niszowym dżdżu krople zlizuję z szyb starannym jęzorem kultowym lubieżność  w poezji  – to mit Haratać chcę uśpione sny piórem ostrym jak brzytwa i schować je znów – pod poduszkę nim dorwie się do nich –  sitwa Majaczyć w letargu wen językiem  dada  – lub   bantu pieścić zgłoskowy tren lirycznym formantem kantu Przewrócić oko na rym wzór ksantofili i białek laurowym liściem na   Rzym zarzucić słów brzmiącą kabałę Poezja to żółty kolor jak   Romy  na klifie rydwany Adriatyk  w natarciu na molo wznoszący się kwieciem piany Tu krotochwilny gnom na łódce z białych  tuberoz rytmiczny podaje song falom zbełtanym z bielą Poezja  jak słodki szelf koi me stopy chłodem trelem spłoszonych mew wyszywa liryczną głowę A może jak cicha woda firaną żółtą z perkalu wypływa na głuchy brzeg rymową eksplozją szału R...

W Meksyku

Obraz
graphics CC0 Na rubinowym ołtarzu już karzeł  w czerwieni chyli swe czoło ku Mesa del Norte i smętni w akordach bladobrązowa cytra tu dingo się kłania przecudnym aportem przed panem wracając z psich wypraw U stóp bestia dzika pokłada się miękko w puszystym  arrasie unurza swój łeb i gładzi psie runo zmarszczoną ręką brązowy Astek mechacąc swój  pled Na Głowie Olmeka kamorra się chełpi macki ukryła śród piasku marzeń twarda agawa w kolczastej cierni jej skóra skwierczy w słonecznym żarze Gdy w  cieniu sombrerro na szczudłach zmierzchu starzec piccolo wydmie w fanfarach w gęstej melodii w ciężkim powietrzu zdusi się senna Guadalajara W cytrusach się skryją herbowe kwezale lamety trenów  zawisną na kłączach pstrym szlaczkiem  musną owoce dojrzałe ptasia to noc podfrunie gorąca I uśnie to miasto w przelewie tequili i  przyśnie na moment w specjałach mezcal gdy na dnie butelki w kokonie motylim w rauszu się ziści Meksyku czar — autor: Tomasz Kucina

Addio at carnevale

Obraz
graphics CC0 z otchłani mostu pod łukiem kupieckiej arkady celujesz w brzask ciągle pada pod pastelowym parasolem śpią jeszcze zapachy sestieri zadzierasz nos chmurka prószy z kreski jeszcze cisza w dwustu pałacach Wenecji mrużysz czoło marzysz mistycznie lewitując lazurowe rozproszenie powietrza przeleciał gabbiano italiano dopiero ożywasz przekradasz blask i wilgoć w diapazon ust wypieszczone oczy wyklęte z czerwieni okien hotelu Rialto z pierwszego piętra spadała odklejona rzęsa w płynące dołem vaporetto tam zdejmowałem twoją maskę zanurzoną w karnawale weneckim pod kloszem światła spoglądałem z duszy niczym zatruty doża mówiłaś ech – ci schiavoni – ile w was mocy ile genu grzeszny kanał jak wąż wijący z odwróconej litery „s” pod burtą w niebieskiej gondoli wtulone dwa cienie kiedy pełzłaś pod łukiem w oślizgłe wysepki laguny przywołując duchy z Poveglii  nasza podróż zaklęta w trójnogu latarni pierwszy pocałunek pod Palazzo Foscari miłość głośna fino alla fine wypluta do ...