Piotruś Pan
graphics CC0 w Wigilię Świętego Jana opiłaś mnie mocnym ponczem i słuchasz tych słów naćpana a ja choć chciałbym – nie kończę w koślawych ikebanach w kobiercach z balsamu koniczyn w listowiu serc soczystych w potoku zielonej szarańczy mieszka w eremie cisza zbędne dialogów libretta słowo zarosło milczeniem po niebie pędzi kometa i tonie daleko w gąszczach na łukach widnokręgu rozmięka w sklepieniach szramą rozlewa szkwał czerwoną pręgą znów nuci urocza szarańcza pląs struny poezji zdobi nie możesz mi zakryć oczu? nie wolno ci tego robić? w koślawych interpunkcjach w wonnych kopułach stokrotek na palcach stąpa wstyd jak w pończoszkach podlotek zielona fantasmagoria pnączem oplata me ciało i wrzeszczy demon poezji za mało dreszczy – za mało i tam głęboko w zaroślach kusząco uwodzi czyjś głos a może to wyje wilk? albo to ryczy łoś? ten wilk jest z błękitnej stali a łoś z brązowej skóry a jakby wilk był zamszowy? a łoś srebrzystobury? lecz tego nawet nie wie zaczarowany fakir ja sam...